CURRENT MOON
lunar phases
Blog > Komentarze do wpisu
...on cię wybrał dawno temu, wymyślił cię sobie.../Ania Dąbrowska/

W ostatnich tygodniach i miesiacach mam szczescie uczestniczyc w roznego rodzaju warsztatach/treningach, na ktore trafiam roznymi zupelnie sciezkami - prywatnie, sluzbowo, z paromiesiecznym wyprzedzeniem i zupelnie w ostatniej chwili. Tematyka nieco sie zazębia i bardzo uogolniajac sprowadza do tego, jak nie (dac sie) zwariowac w dzisiejszym zmiennym miejscu i zabieganym czasie - w zyciu zawodowym, prywatnym, duchowym. Zyje tymi warsztatami, bardzo duzo daja mi do myslenia, ciesze sie na nie, czekam. Poznaje na nich siebie, zeby bardziej swiadomie byc soba.
Duzo wnioskow - niby nie odkrywczych, nie rewolucyjnych, a jednak przekucie ich z pozornego banalu na zycie codzienne wcale nie jest latwe.
Np. zdumiewajace bylo, jak trudno nam jest mowic o swoich zaletach, talentach, o swoich mocnych i dobrych stronach bez kompleksow - u jednych wyzszosci i bezkrytycznego gadania o sobie na okraglo, u innych nizszosci i nieumiejetnosci powiedzenia o sobie przyslowiowego dobrego slowa. Widzialam, jak dorosla, zeby nie powiedziec starsza kobieta, siedziala nad kartka papieru i nie byla w stanie znalezc jednej pozytywnej cechy u siebie, napisala tylko "w niczym nie jestem dobra"... A z drugiej strony otacza nas tyle gadajacych glow zapatrzonych w lustro...
Zdumiewajace tez, jak wiele protez wymyslamy sobie na zrekompensowanie brakow i dopelnienie swoich wyobrazen, zamiast nieraz porozmawiac, uproscic lub po prostu przestac komplikowac, powiedziec jasno, czego potrzebujemy, a nie czekac na to, ze inni sie domysla. Jak wiele razy zakladamy z gory, ze inni doskonale wiedza, o co nam chodzi, bo maja na pewno ta sama optyke na sprawe, co nasza. Jak wiele razy nie podejmujemy rozmowy, bo druga strona na pewno wie, na pewno czuje tak samo i jak czesto pozwalamy sie zagonic, zapedzic, zagnac w codziennym, chomiczym kolowrotku... Na takich warsztatach czujemy sie - przynajmniej ja - jak dziecko przylapane na malych klamstwach przez duzych, madrych, troche strasznych doroslych...

Ostatnio w ogole kilka razy poczulam sie jakas taka malenka, szarosc mnie ogarnela troszke i zagubienie niemal dzieciece, i strachy, i zalosci, i co tu zrobic i buzia w podkowke, chociaz obiektywnie nie dzieje sie zupelnie nic zlego. Wszedl na to dobry kumpel z pracy, taki dzialajacy jak plasterek na rane, jak balsam, jak goraca herbata na mrozie. I troche sie zachlysnelam cieplem, na ktore trafilam, troche przestraszylam tym, jak bardzo mnie rozbroil prostym gestem, kilkoma slowami, ogarnieciem, przytuleniem...
To wszystko, nic ponadto, a piosenka Ani - tak jakos... Raczej nie o nim:

...musisz wierzyć, że to może się zdarzyć, bo przecież
gdzieś tam jest ktoś, kto też w to wierzy,
on cię wybrał dawno temu, wymyślił cię sobie,
gdy spotkasz go, powie ci, że to ty...

wtorek, 22 listopada 2011, kalsa
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: kanagata, abho4.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/29 21:47:47
trochę ci tu pojadę jak ci wszyscy mądrzy, co to dzieci mają itp. itd. - fajnie że masz na to czas, naprawdę. bardzo bardzo. bo widzisz, jak już się te dzieci ma, to faktycznie na zajmowanie się sobą czasu zostaje niewiele. ale to nie jest złe, bo przy takiej wygadanej pięciolatce też można się wiele o sobie nauczyć. ale czasami dużo bym dała, żeby nie mieć pięciolatki, za to mieć czas na zajęcie się sobą bardziej. a tak w ogóle to tych mądrych wszystkich trzeba mieć głęboko w d... każdy jest panem swojego losu a dobre rady zazwyczaj są dobre tylko dla tych, którzy je dają.